WYSZUKAJ

Wyniki czwartego konkursu

Opublikowano: 2010-08-06  |  Autor: Basia  |  Kategoria: Miszmasz  |   Komentarze
Wyniki czwartego konkursu
Czwarty urodzinowy konkurs wygrała pani Agnieszka Dulęba-Kasza. Jej opowieść o tym "jak to się zaczęło" jest według nas niesamowicie pozytywna, budująca, można nawet powiedzieć, że dodaje energii. Dlatego gorąco polecamy Wam lekturę :) Dziękujemy wszystkim za udział w konkursie a pani Agnieszce gratulujemy wygranej.

Jak to się zaczęło?
Zawsze lubiłam kolorowe rzeczy. Jak miałam jakieś 6 lat znalazłam na strychu u dziadków kosz kolorowych podkolanówek w przeróżne wzory. Prałam je całe popołudnie w metalowej misce na podwórku, a pod wieczór rozwiesiłam na sznurku i miałam swój korowód tańczących skarpetek. Każda była inna, co nie przeszkadzało mi ich nosić. Do dzisiaj pozostał mi ten dziwny zwyczaj, że kompletnie nie przeszkadza mi noszenie dwóch różnych skarpet. Zazwyczaj jak przymierzam buty w sklepie i ekspedientka patrzy na mnie z lekkim zażenowaniem, łapię się na tym, że dziś też mam dzień kolorowej stopy. Dla mnie kolor to rodzaj terapii, rzeczy które robię dlatego właśnie są takie barwne.

Moja babcia świetnie szyła, pokazała mi jak wycina się formy z papieru, szyłam więc dla lalek. Potem od ciotki z Ameryki, zakonnicy, dostałam paczkę ,w której było całe pudło kolorowej muliny i świętych obrazków. Zdecydowanie mulina pociągała mnie bardziej więc nauczyłam się robić na szydełku, a potem na drutach. Wiele lat później od znajomej dostałam maszynę do robienia swetrów, taką mechaniczną, na suw, właściwie przehandlowała mi ją za zdjęcie Juliusza Machulskiego, który był moim profesorem.

Jak miałam 19 lat dostałam się do szkoły filmowej w Łodzi i do Akademii Muzycznej w Łodzi na śpiew operowy. Przez kilka lat studiowałam równolegle, ale przez cały czas słyszałam , że ani jeden ani drugi zawód nie jest pewny i powinnam znaleźć sobie coś co mnie w razie czego utrzyma. Wprawdzie w zawodzie aktorki pracowałam już od drugiego roku studiów, ale myśl ze mną została i niepokoiła mnie w snach, postanowiłam więc czegoś się nauczyć.

Najpierw zaczęłam od materiału i metodą prób i błędów uszyłam swoją pierwszą czapkę. Trudne to było koszmarnie, ręce miałam pokłute od szpilek, cała konstrukcja zajęła mi jakąś godzinę. Przez lata podreperowałam warsztat, krótko mówiąc doszłam do perfekcji i ścigam się z czasem. Zimą więc szyłam czapki i szale, łączone z różnych materiałów, zapinane na ogromną śrubę i oczko skórzane. Właśnie na takich eksperymentach padł mi overlock na amen, przerzuciłam się więc na stębnówkę i z szali póki co zrezygnowałam. Także zimą dochód miałam niezły, ale brakowało mi pomysłu na lato.

Zawsze chyba tak jest, że jak o czymś intensywnie myślisz to znaki-sygnały pojawiają się same. Dla mnie takim "krukiem Mateuszem" była koleżanka z ASP, która tachała na plecach cały wór koralików z jablonexu. Nie przesadzam, miała tam jakieś 15 kilo towaru, wtedy jeszcze robiła biżuterię sama, teraz już ma sklep z półfabrykatami. W każdym razie, to ona zapłodniła mi głowę na tyle skutecznie, że zaczęłam się tym zajmować i znów poczułam się tak jak wtedy, gdy prałam te skarpetki w misce - cudownie, kolorowo, cichutko. Tylko ja i moje myśli, a wszystkie problemy sio pod szafę .

I tak to się zaczęło. Znalazłam miejsca gdzie mogę wstawiać swoje rzeczy, z każdym miesiącem sprzedawałam więcej i więcej, założyłam firmę i spokojnie mogę powiedzieć, że obok aktorstwa jest ona moją drugą pasją. Czasem ktoś pyta mnie jak znajduję czas żeby robić to co robię. Jak jest się zorganizowanym to naprawdę można wszystko. Bardzo dużo pracuję w teatrze, noszę na uszach słuchawki jak uczę się roli. W samochodzie, jak jadę do pracy, słucham roli z kasety, wcześniej nagrywam ją na dyktafon. Poniedziałki mam wolne od teatru, wtedy szyję czapki, a w garderobie robię kolce.

A jeszcze nieskromnie dodam, że w tym roku zostałam producentką filmową. Wyprodukowałam film "Non sono pronto", który dostał wyróżnienie honorowe na festiwalu filmów niezależnych w Gdyni w 2010 roku, jeździ po festiwalach, następny pokaz ma w Walencji. Rozpiera mnie siła, energia i zachwyt oraz wiara, że wystarczy wyciągnąć rękę, złożyć zamówienie w kosmosie i pojawia się to co chcesz. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że jedna rzecz otwiera drugą i jak się spojrzy z lotu ptaka na swoje działania, to widać wiele ścieżek, które wypływają z jednego źródełka, biegną w różnych kierunkach, zataczają wolty aby w końcu spotkać się na rondzie i podążyć do celu zgarniając co ciekawsze łupy po drodze.

Dziewczyny, nie mamy nic co stracenia , trzeba realizować marzenia, walczyć o swoje, kombinować, hodować tipsy żeby mieć swoje za pazurami i iść do przodu. Handmade jest prosty, ważne, że Tobie koi nerwy a jeszcze jak ktoś inny się tym wyrobem zachwyci, to po prostu bomba. Tego Wam życzę! miauuuuuuuuuuuuu. Zamówienie-już w ogonku mam mrowienie!

Prace Agnieszki możecie zobaczyć tutaj.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ:

KOMENTARZE: